Za nim zacznę pisać ten post chciałabym się z Wami przywitać, więc... Cześć! Nie jest to mój pierwszy blog, miałam ich wiele, ale za każdym razem kończyło się tak samo i nigdy nie wiedziałam dlaczego. Rozmyślałam nad tym jakiś czas temu i zrozumiałem, że moje posty były nudne, więc moi czytelnicy nie byli tym zainteresowanym. To również sprawiło, że umiałam Wam "sprzedać" mojej historii, czy poglądów. Czy tym razem będzie inaczej? Nie jestem jasnowidzem, więc nie wiem, ale dam z siebie wszystko! Mam również nadzieję, że znajdę u Was wsparcie! To tyle. Teraz możemy zacząć naszą przygodę.
----------------------------------------------------------------------------
Jak trafiłam do Stanów Zjednoczonych?
Jakieś dwa lata temu moi rodzice zgłosili się do losowania zielonej karty. Zielona karta zezwala osobom z poza granicy Stanów, którzy nie są obywatelami tego kraju zamieszkać w USA, kupić legalnie dom i tam się osiedlić. Trzeba było przejść kilka etapów, moja mama przeszła pierwszy, jednak dalej już nie pociągła. W ambasadzie sprawdzają wszystkie dany o tobie: jaką masz pracę, ile zarabiasz, jakie studia skończyłeś (o ile skończyłeś) i czy potrzebują w Stanach takich osób, jak ty. Jeżeli nie, to przykro mi, ale nara! Mój ojciec przeszedł do kolejnego etapu i musieliśmy pojechać do Warszawy, do ambasady. Mieszkaliśmy wtedy na Pomorzu, więc taka podróż była trochę długa, ale jakoś przeżyliśmy. Nie chcę Wam opowiadać o tych różnych dokumentach, ani tych kolejnych procedur, które musieliśmy przejść będąc w stolicy. Ostatecznie porozmawialiśmy z Amerykaninem, który pracował w ambasadzie i powiedział na pożegnanie "Widzimy się w Stanach".
Mieliśmy tylko pół roku do wyjazdu, inaczej by nam zabrali zielone karty. Nie było nam to na rękę, bo to oznaczało, ze musieliśmy wyjechać do USA w lutym, czy ostatecznie w marcu. No wiecie, szkoły były największym problemem. Moi rodzice chcieli abym zakończyła rok szkolny w Polsce, ale nam nie zezwolili. Tak więc w lutym, 2013 roku wyjechaliśmy do Stanów Zjednoczonych. Pożegnania nie były ciężkie. Wiedziałam, że pewnego dnia znowu zobaczę się z moimi przyjaciółmi i z rodziną. Po za tym, jest Skype i Facebook, więc po co nam łzy?
Inaczej mówiąc, mieliśmy wielkie szczęście (ale mój ojciec od zawsze miał wielkie szczęście, np. ma taką cudowną córkę, jak ja! ^.^) i dzięki temu trafiłam do USA. Teraz mieszkam niedaleko Bostonu, w stanie Massachussets. Mam tutaj rodzinę, więc pomogli nam się przywiązać z nowym miejscem i ogarnąć ten cały bałagan. Początki były ciężkie, ale z miesiącami jest co raz lepiej.
Oto moja historia, jak tutaj trafiłam, tak w streszczeniu. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania możecie je napisać w komentarzach poniżej lub na mój e-mail power0girlblog@gmail.com
Następny post pojawi się jutro bądź pojutrze. :)
Stay Awesome!
Power Girl
Ciekawa historia, a fajnym momentem jest to gdy napisałaś, że Twój tata ma cudowną córkę :-)
OdpowiedzUsuńDzięki za komentarz na moim blogu http://weraweronika.blogspot.com
Powodzenia w prowadzeniu bloga !
Trzeba z uśmiechem myśleć o życiu i pozytywnie o sobie myśleć. ;D
Usuń~ Power Girl
interesująco :>
OdpowiedzUsuńhttp://00100200.blogspot.com/
zazdroszcze mieszkania w stanach
OdpowiedzUsuńhttp://weronika-lifestyle.blogspot.com/
Świetna historia ;) Nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego jak zielona karta xd
OdpowiedzUsuńObserwujemy?
renia-zarowa.blogspot.com <- Nowy post, zapraszam serdecznie ;>